piątek, 15 lipca 2016

cyrk nocy // erin morgenstern



Czarno-białe pasy. To jedyne co widzisz przed przestąpieniem bramy Cyrku Nocy. Choć kolejka wydaje się nie mieć końca, nim zdążysz się obejrzeć, otwierasz pierwszą stronę i początkowo zaskakuje Cię wszechobecny, wręcz namacalny czar tego miejsca. Stoisz oniemiały i wraz z każdą sekundą uświadamiasz sobie, że to wszystko nie jest zwykłą iluzją. Otacza Cię najprawdziwsza magia. Robisz pierwsze kroki, niepewnie stąpasz po czarnej ziemi, która na myśl przywodzi wypolerowaną posadzkę. Z każdym oddechem cyrk staje się Twym tlenem. Przed oczyma przemyka Ci cień przeszłości - setki kolacji, rozpoczynających się wraz z wybiciem północy. Pojawiała się na nich ta sama kobieta guma, która właśnie oczarowała Cię swym pokazem. 
Wchodzisz na dzieciniec skąpany w blasku ognia. Jednak płomienie tańczące wokół nie są jak na cyrk przystało, zwyczajne. Owo ciepło ma barwę oślepiająco białego śniegu. To ten ogień zdaje się nadawać temu miejscu życie. Wpatrujesz się w niego, jednak po chwili odrywasz od niego wzrok popychany przez niesforne słowa. Błąkasz się między pewną iluzjonistką, mężczyzną o dwóch twarzach, rudymi bliźniętami i pewnym widzem, który zakochuje się w tym miejscu tak samo jak ty. Nie jesteś w stanie przestać oglądać się za mężczyzną w szarym garniturze, który ku Twojemu zdziwieniu nie rzuca cienia.

Snując się godzinami po zapełnionym cyrku, wydaje Ci się, że widzisz ducha pewnego, dobrze znanego magika, który miał okazję wystąpić w pobliskim teatrze. Odwiedzasz spowite mgłą namioty, jedne ogromne, inne tak umiejętnie schowane, że tylko nieliczni mogą znaleźć do nich wejście. Odkrywasz swą przyszłość wraz z wróżką, która zdaje się spoglądać ponad Tobą nieobecnym i jednocześnie skupionym wzrokiem. Tęskni za kimś, dostrzegasz to w jej oczach. Podziwiasz niesamowite budowle, podglądasz nieśmiało słodkie kociaki wykonujące sztuczki, taniec kobr w takt fleta, nieruchome żywe posągi...

Oszałamia Cię zapach karmelu, który przywodzi na myśl dzieciństwo. Czujesz, że żyjesz pośród mgły, owej woni i czarno-białego materiału. Jesteś w stanie dostrzec nielicznych ludzi w czerwonych szalach na tle eleganckich strojów. Stoją i zawzięcie rozmawiają przy niesamowitym zegarze, który przedstawia to co właśnie widzisz. Magię. 

Podziwiasz go jednak z oddali.

Gdy zastanawiasz się nad jego autorem zaczyna dziać się coś złego. Czujesz to, lecz mimo to widzisz dwoje kochanków, dziwnie znajomych. Gdzieś w kościach czujesz znajomy dreszcz - ich miłość nie ma racji bytu, skazana jest na porażkę. Oni o tym wiedzą, jednak walczą. On całuje ją zapamiętale, ona oddaje pocałunek. Wiesz, że zamiast kochać się, powinni chcieć się zabić. Uczucie bywa jednak silniejsze.



Wtem... Ogień gaśnie. Serce cyrku przestaje bić. Wszystko zamiera, staje się kruche, łamliwe. Znika gwar rozmów. Usta zamierają w trakcie miłosnych wyznań. Wszystko to dzieje się przez ogień, którego zabrakło. Czy kiedykolwiek znów zapłonie? Czy Cyrk znów obudzi się do życia? Nie jesteś pewien czy chcesz wiedzieć. Mimo to zostajesz. Spijasz słowa wraz z gorącą czekoladą przyglądając się ukradkiem. Wraz z tym smakiem poznajesz prawdę.
Wszystko to sprawia, ze chcesz więcej. Chcesz podążać za czarnym pociągiem, którym odjeżdża. Jednak Twoja wędrówka pozostaje jedynie możliwa w sercu, ponieważ na tym kończy się powieść ubrana w dwukolorowe pasy. A Tobie pozostaje tylko spoglądać na nie, zastanawiając się gdzie teraz cyrk pojawi się znikąd...

// tak, nie było mnie, bo szkoła. Ale jestem już. don't cry.